Dniem za dniem, kilogramy za kilogramami…

Na wstępie bardzo, ale to bardzo Was przepraszam, że nie piszę każdego dnia, albo chociaż co drugi dzień ale ostatnio szczerze brakuje mi do tego systematyczności, czasu i wypoczynku.
Miałam napisać wpis wczoraj, ale cały dzień wczorajszy i pół dnia dzisiejszego pakowałam prezenty, sprzątałam..jak to przed swiętami :)

Wczoraj weszłam na wagę parę razy. Na początku nie chciała pokazać wagi, później pokazywała mi wagę prawię taką jak bym chciała mieć, aż w końcu zważyła mnie i albo źle mi pokazała albo źle odczytałam wynik bo nie miałam okularów. Odczytałam wynik 89,9 co znaczy, że od zeszłego tygodnia schudłam tylko 200 gram. Troszkę było mi smutno, ale z drugiej strony pomyślałam- „Masz za swoje..Nie miałaś czasu na ćwiczenia to czemu chciałaś liczyć na jakieś kokosy”. Ale nie dawało mi to spokoju, że ta waga tak wariowała. Dziś wymieniłam baterię i waga pokazała 88,6 kg, a to daje już wynik 4,2 zgubionych kilogramów :) Po 3 tygodniach kochani zgubiłam 4,2 i łącznie aż 19 cm :)

Super! Bardzo się cieszę, że podjęłam tą walkę, że nie czekałam do kolejnego miesiąca i kolejnego jak to było do tej pory. Wierzę, że u Was też idzie świetnie i że walczycie nadal :) Nie opuszczajcie mnie w tej walce- RAZEM RAŹNIEJ! :) Szkoda, że jeszcze nikt z Was nie komentuje bo nie ukrywam, że fajnie było by wiedzieć, że ktoś razem ze mną walczy, że ktoś obserwuje to co się dzieje u mnie i że chce się mnie czytać :)

Nie będę się dziś znów rozpisywać bo jeszcze muszę pokrzątać się po domu, spakować się do końca bo w tym roku święta spędzamy we Wronkach więc chcę wcześnie wstać, zapakować auto, ogarnąć synka siebie i jechać do Wronek jeszcze tam coś pomóc, a potem spokojnie usiąść przy jednym stole. Szkoda, że nie ma możliwości usiąść przy jednym stole z moją rodziną i rodziną Krzysia. Dziadki niestety są już bardzo wiekowi, a my staramy się podzielić naszą obecność między dwie miejscowości. Rok temu wigilia w Poznaniu, a Sylwester we Wronkach, a w tym roku na odwrót. Spokojnie! Dziadki Krzysia spędzą wigilię z bratem Krzysia jego dziewyczyną i ich Synkami, oraz z Kuzynką Krzysia i Tadzia i jej synkiem. Samych byśmy ich nie zostawili. Aczkolwiek i tak troszkę jest mi smutno, że nie mamy jak spędzić tych i każdych innych świąt dwoma rodzinami na raz przy jednym stole. Ale nie mamy tu miejsca, a do Wronek nie będziemy mieli jak przewieźć dziadków, bo jak to starsi ludzie-nawet 70 km ciężko jedzie się im w aucie bez ruchu.

Jejku jak ja uwielbiam robić, pakować a jeszcze bardziej dawać prezenty :) To będą pierwsze święta z Naszym synusiem :) Rok temu nasz skarb tulił się do mamusi serduszka dając o sobie znać kopiąc w żebra-Widocznie za bardzo się garbiłam hihi ;)

Już jutro wigilia i jak to zawsze w moim przypadku było-obżarstwo!! :) W tym roku będzie inaczej :) Będę jeść z głową tak aby po świętach nie odpinać guzików tylko zmniejszyć pasek o kolejną dziurkę :) Powiedziałam sobie, że jeśli będę miała ochotę na słodkie to zjem- w końcu „w święta można wszystko”, ale nie wiem czy odważę się po takim czasie coś zjeść. A jeśli tak to delikatnie, a nie szybko i dużo ;)

Kochani ja kończę na dziś i przy okazji chcę Wam życzyć Zdrowych, Wesołych Świąt Bożego Narodzenia, dużo miłości, spokoju, smacznego karpia i innych wigilijnych potraw, aby brzuszki i dupki za bardzo nam nie utyły, dużo sukcesów w naszych jakże ważnych walkach o zdrowe i piękne sylwetki. Bogatego gwiazdorka i rodzinnej atmosfery :)

Ho! Ho! Ho!

P.S Wymiary jak zawsze dołączone do wpisu ;)

waga po 3 tygodniach

Kolejny mały sukces

Witajcie :)
Dawno mnie tu nie było, ale za mną ciężki tydzień.
Na wstępie muszę z Wami podzielić się informacją, która wyjaśniła mi dlaczego było mi aż tak ciężko w poprzednią sobotę jeśli chodzi o słodycze. Pewnie, gdyby ta sytuacja nie miała miejsca było by inaczej, a mianowicie zawsze na babskie dni miałam jeszcze większe i nieopamiętane chęci na łakocie, na dużoooo łakoci. Tym razem byłam silniejsza :) Mimo, że w niedzielę i parę następnym dni miałam ogromną chęć wpychać w siebie te nie zdrowe i przetworzone cukry to ja i tak dałam radę oprzeć się tym pokusom.
Dziś wypada równe dwa tygodnie jak walczę o siebie, o swoje zdrowie, piękną figurę, a przede wszystkim samoakceptację :) Więc dziś pod postem spodziewajcie się uzupełnionej tabeli z wymiarami. Po 14 dniach schudłam 2,7 kg. Na początku tygodnia kontrolnie się zważyłam i waga się nie ruszała za mocno ( zawsze w babskie dni tak mam, że z początku wręcz puchnę), ale dziś ukazało mi się kolejne 900 gram mniej. Może i to nie wiele po dwóch tygodniach, ale jestem zdania, że wolę wolniej ale bardziej zdrowo :) Przynajmniej moje ciało i organizm dostają cenny czas na regenerację zbędnej tkanki tłuszczowej dzięki ćwiczeniom.Także ja jestem zadowolona i to bardzo, bardzo! :)
Po tym jak pół miesiąca jest za mną, weszło mi w krew zdrowe odżywianie i dbanie o to co jem nie zapominając przy tym o ważnych treningach. Chciałabym bardzo wykupić karnet na siłownię, bo wtedy to już w ogóle miałabym jeszcze większą motywację do ćwiczeń i miałabym więcej możliwości na ćwiczenia, ale niestety nie mam z kim, a samej nie lubię tam bywać. Muszę jeszcze pomyśleć. Druga kwestia to czas, w którym mogłabym pójść na tą siłownię. Mój Krzyś ma dwie prace od godziny 6-14 i od 18-20/21 więc nie miałabym z kim zostawić Nikosia. Jak już jesteśmy przy moim synusiu to muszę się Wam pochwalić, że nie tylko jak osiągnęłam sukces. Mój synuś dzisiaj ma już swojego pierwszego ząbka !! :) Ale jestem szczęśliwa :)
Każdy gram sprawia, że jestem bliżej swoich wyznaczonych 65 kg :) Dam radę! Do wakacji będę już piękna i tego się trzymam. Wakacje 2018 będą pierwszymi wakacjami przed którymi będę wręcz chciała kupić strój więc pójdę do sklepu wybiorę sobie ten, który najbardziej mi się spodoba, zapłacę i voilà- strój będzie mój ;) Nie będę miała takiego problemu jak do tej pory, że lato się zbliża, a ja będę szukała najzimniejszego i najciemniejszego miejsca żeby tylko ukryć się wraz z moją tuszą i brzydkim ciałem. Super uczucie mieć świadomość po co to robię :) Tym razem odchudzam się przede wszystkim z samej siebie, a nie z presji mojego otoczenia aczkolwiek w jakimś tam stopniu chyba ta presja jest. Sami dobrze wiecie, że chcę podobać się mojemu życiowemu mężczyźnie i być jego wizytówką aby nigdy nikt nie powiedział „Ale ta Twoja kobieta to pasztet”. Wiem, wiem prawdziwa miłość to szczere uczucia do drugiej osoby taką jaka jest, a nie kim jest i jak wygląda, ale mam świadomość, że nie dam Krzyśkowi i Nikodemowi z siebie 200% dopóki to ja nie nabiorę samoakceptacji i pewności. Dlatego moja walka jest jeszcze bardziej ważna i przede wszystkim motywuje mnie to. Moi kochani moja waga dziś wskazała 90,1 kg i tak sobie dziś myślałam, że brakuje mi dokładnie 101 gram aby już NIGDY w życiu nie widzieć z przodu 9 na wadze :) Osiągnę to choćbym miała Mount Everest zdobyć 1001 razy- po prostu ZROBIĘ TO!
Dziś po 14 dniach czuję się o wiele lepiej. Nawet, gdy patrzę w lustro to moja twarz nie jest już taka „napuchnięta”, nogi troszkę zaczęły szczupleć no i moje okropne boczki też :) Także tym bardziej wiem,że MOJA walka i MOJE starania się opłacają :) Najważniejszą podstawą dobrej i skutecznej walki o zdrową i piękną sylwetkę to świadomość po co w ogóle to robimy. Ja już jestem dumna ze swoich małych kroków ku 65 kg, a może i mniej.
Każdy dzień daje mi moc bo każdego dnia wiem, że w końcu zaczynam żyć na nowo :)
Dzięki diecie i dzięki Shake’om z Juicy Plus mam energię, siłę, dobrze się czuję i przede wszystkim widzę efekty :)
Przepraszam, że tak dawno nie pisałam-postaram się to naprawić :) Ale wiecie małe w dodatku ząbkujące dziecko :)

Przy okazji tatko dziś są Twoje urodzinki :) Dużo, dużo zdrówka bo ono jest bezcenne i najważniejsze, pocieszy z Nas- Twoich dzieci i wnusia Nikosia :) Dużo miłości z Twą jedyną ukochaną i wybraną Basieńką,kasy-bo to za nią tak jesteśmy zabiegani, spełnienia marzeń bo to one dają nam dużo radości oraz żeby wszystko układało się po Twojej myśli :) Żyj nam sto lat i jeszcze dłużej :)

Na dziś już kończę swoje stukanie w klawiaturę (a i tak pewnie jak zwykle o czymś zapomniałam-cała Roksi :) )

Zerknijcie na tabelę wymiarów :) Nie mogę doczekać się kolejnych straconych gramów, kilogramów i centymetrów :)

Buziaki żółwiaki Ninjaki ;)

po 14 dniach

Ciężki dzień…

Hej Kochani :)

Jak tam walczycie tak jak ja? Wiem i wierzę w Was, że tak :) Ja dziś osobiście przeżywam ciężki dzień. Noc miałam zarwaną bo synuś nie mógł spać, a rano jechałam na zajęcia do uczelni. Wszystko było dobrze aż do czasu przerwy, gdzie jak na złość wszyscy mieli dziś coś słodkiego do jedzenia. Ja wierna mojej walce zjadłam sałatkę, którą zrobiłam wczoraj-10 minut to zdecydowanie za krótko bo nie zdążyłam wszystkiego zjeść moim żółwim tempem przeżuwania, ale najadłam się. Później, gdy leciałam na PKP po bilet na dzień dobry moim oczom ukazał się MC’Donald, a później więcej i coraz więcej osób zajadających się słodkimi pączuszkami, drożdżówkami i batonikami. Szczerze? Miałam ochotę już schować głowę w piasek jak tchórzliwy Pan Struś,ale niestety tak nie potrafię. Momentami czułam aż mroczki przed oczami, taki miałam apetyt na sztuczne i przetworzone słodkości- i jakie niezdrowe! Po powrocie do domu nie mogłam znaleźć sobie miejsca bo chęć na słodkości towarzyszyła mi nadal. Jak by tego było mało w domu cały talerz pączków, a w lodówce pełno ciast ze względu na to, że mamuśka jutro wyprawia imieninki i przygotowania trwają już pełną parą. Zjadłam na obiadek rybkę i sałatkę, którą wczoraj sobie zrobiłam. Niestety z tyłu głowy nadal miałam chęć na łakocie. Próbowałam się zająć wszystkim, ale ostatecznie musiałam się przespać by się troszkę zregenerować. I już było ok. Na ćwiczenia nie miałam dziś siły bo wczoraj mega daliśmy wycisk z Nikosiem i dziś zrobiłam sobie dzień przerwy.
Teraz, gdy już jest ok i mam spokojną głowę myślę nad tym ile sił dziś włożyłam w to by przezwyciężyć te pokusy. „Fit Angel” miał większą moc niż ten brzydki i zły „Fat Devil”. Takie momenty budują kochani i jeśli macie tak trudne dni jak ja dzisiaj to powtarzajcie sobie, że będzie ciężko, ale dacie radę bo wszystko zależy tylko od Was. Nikt nie powiedział, że będzie lekko, ale jestem dumna, że dałam radę! Teraz dałam radę i z każdym innym razem też muszę dać radę jeśli chcę mieć piękne i zdrowe ciało. Pewnie jeszcze nie jedno morze łez i potu wyleję z siebie, a wszystko to by za jakiś czas z dumą patrzeć w swoje odbicie lustrzane i zacząć się podobać samej sobie. Następnym razem jeśli spotka mnie taki dzień, zacznę myśleć o moim pobycie w galerii handlowej, gdzie jeśli mi się coś spodoba wystarczy, że wejdę do sklepu przymierzę i wyjdę, albo będę wyobrażać sobie jak piękna, zgrabna i powabna poruszam się po plaży, gdzie za każdym razem do tej pory najchętniej chodziłabym w kombinezonie by nie odkryć ani skrawka brzydkiego ciała. Mam nadzieję, że dzięki zdrowej sylwetce będę mogła zdobyć tytuł instruktora ZUMBY bo bardzo podoba mi się ten dynamiczny taniec :) Na wszystko przyjdzie czas! :) I na nasze piękne sylwetki również :) Damy radę?! TAK!! DAMY RADĘ!!! Każdy dzień to dzień bliżej do osiągnięcia sukcesu i jakże wyczekiwanego i wspaniałego :) Wierzę w Was :) Działamy dalej :) Jutro trzeba stawić czoła nowym wyzwaniom :)

Dziś tak krótko i szybciutko bo muszę mamie jeszcze pomóc w krojeniu sałatek :)
Słodkie buziaczki dla was :*

MOC jest z WAMI!

Brak akceptacji waszej walki ze strony bliskich i rówieśników..?

Witajcie moi drodzy!

Dzisiaj piszę bo muszę się wygadać, pomarudzić, powzdychać…
Spotkaliście się brakiem akceptacji waszych działań przez bliskie Wam osoby?? Tak? Mnie niestety też i to w dodatku ze strony bardzo bliskiej mi osoby, ale nie będę tu jej wymieniać. Spotkałam się kolejny raz z krytyką mojej walki o piękne i zdrowe ciało. Powód? Hmmm… Brak wiary we mnie i przekonanie, że długoletnia znajomość mojej osoby znaczy więcej niż to, że ja naprawdę się zawzięłam w sobie i chcę mimo wszystko osiągnąć to co postanowiłam sobie już na samym początku. Owszem przyznaję, że wiele razy byłam na różnych dietach, z których często rezygnowałam z braku sił, motywacji, cierpliwości i wytrwałości, ale przecież ludzie się zmieniają. Często próbowałam się odchudzać, ale po upływie czasu wiem, że nie robiłam tego dla siebie i z głębi siebie. Często było to powodowane presją otoczenia i próbą akceptacji rówieśników. W szkole zawsze byłam takim typowym „odrzutkiem” i „popychadłem”. Powód? „Grubaska, wieloryb, pasztet, salceson, potwór z Lochness, tłusta świnia, idiotka” i wiele innych przykrych epitetów. Nie było mi łatwo być w cieniu pięknych, zgrabnych i lubianych rówieśników, którzy zawsze razem się trzymali, gadali, spacerowali i śmiali. Ja tylko mogłam na nich patrzeć ze łzami w oczach, bo kto chciałby zadawać się z taką „tłustą świnią”- to byłby dla nich wstyd. Przez te wszystkie sytuacje jakie mnie w życiu spotkały zaczęłam wierzyć, że faktycznie jestem taka jak mówią inni i stąd pojawił się brak akceptacji w siebie. Teraz mam syna, a osoby które mają już swoich potomków doskonale wiedzą, że życie przy dziecku się zmienia i człowiek też się zmienia. Problem z akceptacją mam w sobie dalej, ale sił do walki mam dużo. Dziecko uczy cierpliwości i wytrwałości. I teraz, gdy mam synka to chcę być piękną i zdrową mamą, której nigdy nie będzie musiał się wstydzić przed swoimi rówieśnikami. I słowa, które usłyszałam od bardzo bliskiej mi osobie troszkę mnie zabolały, ale jeszcze bardziej mnie zmotywowały do dalszej walki z jeszcze większą mocą. Jeśli WY też spotkaliście się z taką sytuacją to nie bierzcie tych słów do siebie tylko pokażcie takim osobom swoją siłę i uśmiech, bo przecież nikt Was lepiej nie zna od Was samych i nikt nie ma prawa podważać waszych działań, chęci i postanowień. Jeśli ktoś powie Wam: „Ja doskonale Cię znam i wiem, że nie dasz rady i się poddasz” to powiedzcie takiej osobie: „Tak?! A chcesz się przekonać?”. Ale najważniejsze to czuć potrzebę zmiany w głębi siebie i robić to dla siebie. Ja postanowiłam, że osiągnę to co postanowiłam i udowodnię wszystkim ale przede wszystkim samej sobie! Usłyszałam też od tej osoby, że moja dieta potrwa tylko do momentu, gdy ta waga przestanie spadać w dół. Kochani! Miejcie świadomość, że ta waga ma prawo w końcu się na jakiś czas zatrzymać ale nie odpuszczajcie w takim momencie i ciśnijcie dalej :) Jeśli podczas jednego lub dwóch pomiarów wagi widzicie, że waga stoi to moim zdaniem dobrym sposobem będzie na jakiś czas przestać się ważyć, ale oczywiście dbać o siebie dalej, a co najważniejsze dużo ruchu i sportu :) Nie wolno się Wam poddawać. Bądźmy jak żółwie Ninja ;)

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami o doświadczeniem na ten temat. To dla mnie też ważne.

Moc jest z WAMI! :)

Buziaczki robaczki :)

żółwie ninja

Pierwszy tydzień za mną! :)

Witajcie kochani! :)

Dziś postaram się opisać Wam jak wyglądał mój pierwszy tydzień po podjęciu walki o nową siebie :)
Długo zwlekałam, aby przejść na dietę bo wątpiłam sama w siebie. Byłam zdania, że moja silna wola wcale taka silna nie będzie, a chęć zjedzenia słodyczy lub fast food’a będzie silniejsza niż samo marzenie o pięknej i zdrowej sylwetce :) 1.12.2016 roku rano zadzwonił dzwonek do drzwi,a tam kurier z moimi Shake’ami z Juicy Plus :) Była 9 rano więc fajnie się złożyło bo synek dał mi pospać w tym dniu i nie zdążyłam jeszcze nic zjeść.
Od razu po rozpakowaniu przesyłki wzięłam się do ważenia i mierzenia ciała :) (Wymiary załączone do tego posta wraz z dzisiejszym pomiarem). Gdy już skończyłam udałam się do kuchni by przygotować śniadanko w postaci czekoladowego shake’a Juicy Plus :) Pierwsze wrażenia? Mieszane. Dlaczego? Nie oszukujmy się ciągle jadłam słodycze, fast foody, piłam słodkie i gazowane napoje, a na etykietach ciągle tylko „E…”,”E…” same konserwanty i ulepszacze a shake jest 100% naturalny i organizm czuł, że to już nie takie sztuczne jedzonko. Shake był dobry, ale troszkę mi smak po chwili przeszkadzał (spokojnie z dnia na dzień były tylko smaczniejsze bo organizm zaczął doceniać co dla niego robię hihi).
Shake wypiłam ok. 9.40 i do godziny 17/18 nie byłam w stanie nic zjeść-taka byłam pełna. Piłam dużo wody i o godzinie 13 wypiłam herbatkę oczywiście bez grama cukru. :) Na obiadek były pyszne gotowane piersi, marchewka z groszkiem i brokuły. MNIAM! Kolacja była późno bo synuś nie mógł zasnąć i jadłam koło 20 całe opakowanie serka wiejskiego i mandarynkę.
Przechodząc na dietę zrezygnowałam z cukru, gdzie wcześniej nie było nawet mowy bym cokolwiek wypiła bez dodatku cukru, a teraz po tygodniu już jest na odwrót- nie wyobrażam sobie coś posłodzić. Macie tu żywy przykład, że wszystko się da :)
Przez ten pierwszy tydzień ograniczyłam się do 3 czasem 4 posiłków o 5 nie ma mowy, gdyż shake są strasznie syte i nie jestem w stanie cokolwiek zjeść przez jakiś czas :) Koło 9.30 wypijam shake(piję na mleku kokosowo-ryżowym z Lidla, dodaję jednego banana, czasami truskaweczki i wiórki kokosowe, ale można dodawać według uznania. Można nawet owsiankę na nich zrobić lub dodać jajeczko i omlecika sobie zrobić- ja omletów nie jadam). Między śniadaniem,a obiadem znajduję czas na ćwiczenia z moim synkiem :) Nikodem w moich ćwiczeniach jest moim obciążeniem (mimo, że swojego mam sporo hihi..). Jest to łączenie przyjemnego z pożytecznym. Ja ćwiczę, a mój synek ma ubaw po pachy :) Jest to w 100% rewelacyjnie wykorzystany czas pełen śmiechu, ale przede wszystkim spalanych kalorii :). Jeśli chodzi o obiady to staram się jeść same gotowane jedzonko np. piersi z kurczaka z kaszą i warzywami (Bardzo smakowały mi ugotowane piersi z indyka, pokrojone w kosteczkę, jedna paczuszka ugotowanej kaszy i marchewka z groszkiem-wszystko razem wymieszałam i 3 dni miałam i obiad i kolację tak mi to smakowało). Wczoraj na obiad zrobiłam sobie piersi kurczaka z marchewką i papryką zawinięte w sreberko prosto z piekarnika-Mniam!).Takie danie jest w moim przypadku na dwa dni bo zrobiłam sobie dwie piersi osobno zawinięte, więc dziś już nie muszę myśleć nad gotowaniem. Do każdego obiadku wyciskam sobie sok z pomarańczy. Na kolację jem dwie małe kromeczki ciemnego chlebka z Biedronki z serkiem wiejskim i jakiś owocek do tego. Ten tydzień nie był jakiś urozmaicony jeśli chodzi o wymyślanie dań bo dopiero zaczynam się z tym wszystkim poznawać i nie bardzo miałam pomysły co gotować, ale z dnia na dzień moja głowa wypełnia się pomysłami. Jeśli między obiadem a kolacją mam czas i mam ochotę np. na jakieś słodycze to jem sobie owoce: raz połowę granata, raz pomarańczko, czasem jabłuszko itd. Od koloru do wyboru. O kolacji już pisałam. Dziś na kolację planuję sobie zrobić mix sałat z dodatkiem surowej papryki i gotowanej piersi z kurczaka pokrojonej w kosteczkę, a wszystko to poleję delikatnie oliwą z oliwek.
Na wszystkich dietach, które w życiu miałam nigdy nie czułam się tak jak teraz. Co mam na myśli?! Oczywiście to, że zawsze byłam zła, rozdrażniona, zmęczona-jak tykająca bomba, a teraz jest inaczej! Jestem wypoczęta, pełna energii, motywacji, uśmiechu- normalnie się nie poznaję :)
Oczywiście, że nie było mi super łatwo, gdyż na każdym kroku były pokusy. Mój Krzyś na obiad frytki, smażone mięcho popijając to wszystko Pepsi, pełno słodyczy dookoła. W sobotę, gdy przyjechałam do babuni zastał mnie cieplutki placuszek drożdżowy z pod ręki babci normalnie te zapachy mniaaaaammmm mmmmm! Ale zapaliła się lampka i powtarzałam sobie: „Pamiętaj Roksi po co jesteś na diecie! Nie rób głupstw! Już jesteś w połowie 3 dnia diety więc nie marnuj tego!” No i nie zmarnowałam. Powąchałam, ale nawet okruszek nie wylądował w mojej buzi. Da się? Pewnie, że się da!! Wszystko się da! Wszystko zależy od Nas czy faktycznie zależy nam na zdrowej i pięknej sylwetce czy nie! :) Następna pokusa spotkała mnie w imieniny mamusi w naszą Barbórkę (Mamunia jeszcze raz wszystkiego najlepszego!). Mama przyjechała z zakupów i poprosiła mnie abym wyjęła z siatki placek i rozkroiła go do kawy. Gdy odwinęłam papier ukazał się moim oczom piękny, duży placek z bitą śmietaną, z bezami w kremie (Macie ochotę? Spokojnie ja też miałam, ale wszystko da radę przezwyciężyć- Wy też dacie- Musicie!). Na moich palcach został krem i wiecie co?! Poszłam umyć! :) To jest ta moc, która daje kopa do dalszego działania!
Nikt lepiej za Was tego nie zrobi, a tak jak pisałam „Im trudniej o coś walczysz tym bardziej doceniasz to w przyszłości” :)
Mi też wiele razy było ciężko i wiem, że spotykają Was pokusy tak samo jak mnie:) Ale wierzę w Was tak bardzo jak bardzo kocham mojego synka, a kocham go jak stąd do Urana i z powrotem, a nawet bardziej :)
Macie chwilę słabości? Nie wiecie jak sobie poradzić? Brakuje Wam rozmowy z osobą, która przechodzi przez to samo co Wy? Napisz do mnie komentarz :) Będziemy wspierać się razem. Podam do siebie kontakt i będziemy mogli popisać prywatnie, gdyż nie każdy chce rozmawiać na forum :) Ja to rozumiem.

Kochani, a jakie są Wasze początki? Podzielcie się koniecznie opinią w komentarzu! :)

Moc jest z Wami :)
Buziaczki robaczki :)

Wynik po pierwszym ważeniu

If you can dream it you can do it!!!!

Witajcie kochani!
Z góry przepraszam za wszystkie niedogodności z mojej strony, ale jest to mój pierwszy blog :)
Blog powstał z myślą o osobach, które postanowiły zmienić swoje życie na lepsze. Mój blog i wpisy na nim, a przede wszystkim JA mamy być dla takich osób wsparciem i motywacją bo wiem jakie jest to ważne.
Z drugiej strony blog ten będzie moim „dziennikiem” wyczynań, gdyż sama zaczynam zmieniać swoje życie.

Parę słów o idei bloga, a teraz pora się przedstawić… :)

Jestem Roksana,studiuję logistykę i jestem już na 3 roku, mam skończone 23 lata i w tym roku 4.05.2016 zostałam najszczęśliwszą mamusią na świecie. Tego cudownego dnia urodził mi się wspaniały synek Nikodem. Ciążę przeszłam wręcz idealnie (pomijając 3-miesięczne problemy z jedzeniem przez mdłości). W ciąży schudłam 7 kg, a ostatecznie w dniu porodu miałam tylko 4,800 więcej od momentu zrzucenia kilogramów na samym początku. I wszystko zaczęło się po porodzie… Od siedzenia w domu i ciągłego zmęczenia dużo podjadałam, a ruchu było mało-pomijając ten przy dziecku. Zaczęło się przybieranie na wadze.. Przez prawie 7 miesięcy przytyłam 13 kilogramów i moje życie zaczęło się zmieniać, a raczej to ja zaczęłam się zmieniać.

Zaczęłam się zamykać w sobie. Nie miałam ochoty na wspólne wypady z ukochanym i synem gdziekolwiek. Płakałam godzinami sama nad sobą- zaczęło się użalanie. Gdy szłam na spacer z synkiem to robiłam to, gdy mój Krzyś był w pracy tylko dlatego by nie iść z nim. Mieszkam w Poznaniu od 2,5 roku, gdzie Krzyś ma ogrom znajomych, a ja? Ja znam część z nich. Wracając do tematu… Nie chciałam wychodzić razem z Krzysiem bo czułam się tak jak bym tylko robiła mu samą sobą wstyd przed tymi wszystkimi znajomymi (Dla sprostowania-Krzyś nigdy nie dał mi tego odczuć i zawsze powtarzał, że jestem piękna, ale jego słowa były dla mnie jak „grochem o ścianę”). Sami pewnie wiecie jakie to jest uczucie, gdy nie akceptujecie siebie sami, a gdy ktoś mówi Wam: „Czego Ty od siebie chcesz?! Przecież jesteś wspaniała/y i piękna/y!”.
Przez to złe samopoczucie i ciągłe zmęczenie nie miałam ochoty i siły by walczyć o lepszy wygląd, figurę i samopoczucie. Jeśli tego bloga czytają mamuśki to doskonale wiecie, że przy maleństwie nie ma czasu nawet na gotowanie. Więc ja wolałam szybkie jedzenie, a co za tym idzie niezdrowe i kaloryczne. I tak się kilogramy zbierały i zbierały. Zaczęło doskwierać mi kolano, które parę lat temu miałam operowane po kontuzji.

I przyszedł ten wielki czas- czas na zmiany, czas na walkę o piękną i zdrową sylwetkę. Podstawą silnej woli podczas diety jest ŚWIADOMOŚĆ po co na tą dietę przechodzimy. Ja postanowiłam zawalczyć o siebie przede wszystkim dla swojego zdrowia, dla lepszej kondycji psychicznej i dla dwóch wspaniałych mężczyzn, którzy są każdego dnia u mego boku. Chcę by mieli mnie nie tylko ciałem, ale też duchem, myślami, moją energią, uśmiechem itp. Przez moje złe samopoczucie odpychałam Krzysia od siebie, a co za tym idzie raniłam go mówiąc mu ciągle, że nie ma mnie okłamywać słowami: „jesteś piękna”-przecież mam lustro; „Wcale dużo nie przytyłaś, ja nic nie wiedzę”-Nie? To dlaczego w nic się nie mieszczę, a fałdy wylewają mi się z każdej strony? :( Tak moi kochani takie zachowanie rani bliskich. Dlatego ja walczę. W decyzji pomógł mi też mój kuzyn, który dodał mi motywacji i jeszcze więcej powera do walki (Dzięki Patryś).

Moja przygoda zaczęła się 1.12.2016 z wagą początkową 92,8 kg przy wzroście 174 cm to aż prawie 20 kg nadwagi, bo wg BMI prawidłowa waga dla mojego wzrostu mieści się w zakresie 56-76. Ważę tyle co nie jeden dobrze zbudowany mężczyzna- aż wstyd… No ale stało się! I teraz muszę włożyć w moją zmianę dużo sił, wytrwałości, motywacji i silnej woli! :) Dam radę- muszę!

Jeśli myślicie o odchudzaniu to usiądźcie na spokojnie i pomyślcie co musicie zmienić, co jest nie tak. I nie zwlekajcie na podjęcie tak ważnej dla naszego zdrowia decyzji. Pokusy będą na każdym kroku i łatwo też nie będzie, ale ja mówię sobie tak, że im bardziej o coś musimy walczyć to tym bardziej później to docenimy :)
Weszłam wczoraj po 5 dniach na wagę i już ukazał się moim oczom mały sukces. Schudłam już 1,5 kg a dopiero jutro (w czwartek) czeka mnie pierwsze ważenie.

P.S W walce pomagają mi Shake z firmy Juicy Plus+. Warto zapoznać się z tą firmą. Wiadomo, że same shake czy kapsułki z warzywami i owocami za nas nie zrobią „brudnej roboty”, ale na pewno pomagają osiągnąć sukces. I co ważne! Składają się tylko z naturalnych składników!

W osobnym wpisie opiszę mój pierwszy tydzień na diecie :)
Buziaczki robaczki ;)